Historia

Bardzo ciężko jest cokolwiek powiedzieć o początkach Capoeira bez odniesienia się do historii Brazylii. Na początek więc trochę historii…

Początki niewolnictwa w Portugalii

W roku 1441, blisko 60 lat przed odkryciem Brazylii, portugalski żeglarz Antão Gonçalves pojmał i przywiózł do swego kraju pierwszych afrykańskich niewolników. W tamtych czasach niewielu potępiało wykorzystywanie jeńców wojennych jako niewolników, szczególnie jeśli chodziło o tych, których Kościół nazywał „niewiernymi”. Ale w ciągu następnych 20 lat pojawiły się wątpliwości co do handlu niewolnikami w okresie pokoju. Uznano, że ten dochodowy proceder trzeba jakoś usprawiedliwić. Niektórzy twierdzili, że służy on „zbawieniu zagubionych dusz”, gdyż sprawia, że Afrykanie nie żyją już w pogaństwie…

Odkrycie Terra de Vera Cruz

Około 1467 roku (nie jest znana dokładna data) w Belmonte, w portugalskiej prowincji Beira Baixa urodził się Pedro Alvares Cabral. 9 marca 1500 r. stanął on na czele flotylli 13 okrętów, której celem było kontynuować badania Vasco da Gamy oraz znalezienie morskiej drogi do Indii. Burze zmieniły jednak kurs trzynastu okrętów (zdaniem niektórych badaczy Portugalia wiedziała o istnieniu tam lądu i zmiana kursu przez Cabrala nie była przypadkowa). Przybiły one do piaszczystych brzegów południowego Atlantyku, wzbudzając zdumienie zgromadzonych na plaży tubylców. Cabral nazwał nowo odkryty ląd Terra de Vera Cruz (Ziemia Świętego Krzyża) i ogłosił jej przyłączenie do Portugalii. Od tej chwili przez 322 lata Brazylia była kolonią.

Początki osadnictwa

Tubylcza ludność, której liczbę szacowano wówczas na blisko milion, składała się z rozmaitych miejscowych plemion. Przez bardzo długi czas Portugalczycy kontaktowali się jedynie z członkami plemienia Tupi, którzy pomagali im przystosować się do życia w nowym kraju, przekazując wiedzę na temat żywności, rzek i medycyny naturalnej.

Wkrótce kolonizatorzy zaczęli żenić się z kobietami tubylców, dając początek Metysom lub Caboclo. Nie minęło wiele czasu, jak kolonizatorzy zaczęli zmuszać ludność tubylczą do pracy na swoich plantacjach. Początkowo płacili za to świecidełkami, lecz nie zadowoliło to Indian na długo. Wkrótce środkami przymusu stały się baty i muszkiety, zapoczątkowując okres bezwzględnego wyzysku i poniżenia, który trwał wiele pokoleń.

Niewolnictwo

Niewolnictwo indian stało się przedmiotem uregulowań ochronnych, inspirowanych i popieranych przez Kościół katolocki. W roku 1549 nowo przybyli misjonarze jezuiccy byli zaszokowani tym, że znaczną część, siły roboczej w brazylijskich posiadłościach stanowili niewolnicy. Właściciele ziemscy zmuszali ich do pracy na farmach i plantacjach trzciny cukrowej. Jezuicki dostojnik Manuel de Nóbrega napisał w roku 1550, że „większość ma wyrzuty sumienia z powodu posiadania niewolników”. Mimo to plantatorzy dalej korzystali z ich pracy, nawet jeśli oznaczało to, że nie dostaną rozgrzeszenia…

Jednakże wkrótce potem jezuici w Brazylii stanęli przed dylematem. Brak pieniędzy utrudniał im kontynuowanie działalności dobroczynnej. Rozwiązaniem była uprawa darowanej przez państwo ziemi i sprzedaż plonów. Ale kto miałby pracować na roli? Jak oświadczył portugalski historyk Jorge Couto: „jedynym wyjściem było wykorzystanie murzyńskich niewolników. Rozwiązanie to budziło wątpliwości natury moralnej, ale brazylijski prowincjał zakonu jezuickiego wolał je zignorować”. Jezuici dołączyli więc do grona właścicieli ziemskich, wciąż domagających się przysyłania niewolników z Afryki.

Indianie raczej słabo przystosowywali się do ciężkiej pracy na roli i często wzniecali bunty lub po prostu uciekali do lasu. Ponadto, ich liczebność znacznie się zmniejszyła. Zdziesiątkowani zostali przez europejskie choroby, a wielu zginęło w walkach z Portugalczykami. Afrykanie natomiast zostali już wypróbowani na portugalskich plantacjach trzciny cukrowej na wyspach Atlantyku i okazali się wydajnymi robotnikami. Według pewnego ówczesnego pisarza: „nigdy nie uciekali, zresztą i tak nie mieli dokąd”.

Zgodnie z obowiązującymi ustawami członków plemion ludożerczych czy też w inny sposób „niebezpiecznych” można było chwytać w trakcie tzw. sprawiedliwych wojen, czyli ekspedycji myśliwskich, aprobowanych przez Korone portugalską. Według dokumentów w czasie takich wypraw wyruszających z Sao Paulo schwytano i zamordowano ponad 300 000 indian brazylijskich.

Liczba tubylców w kolonii gwałtownie się zmniejszała wskutek niczym nie usprawiedliwionych morderstw, nieznanych wcześniej chorób, jakimi zarażali się od Europejczyków, oraz spychania ich coraz dalej w głąb kraju.

Przez niemal wiek poprzedzający kolonizację Brazylii niewolnicza praca Afrykanów w istotnym stopniu uzupełniała portugalską siłę roboczą. Dla Portugalczyków naturalnym krokiem był więc transport schwytanych Afrykanów do swojej potencjalnie bogatej kolonii.

Szesnastowieczny uczony portugalski Fernão de Oliveira uważał, że u podłoża handlu niewolnikami leżała chciwość. W afrykańskich portach statki z Europy wymieniały różne towary na niewolników. Ich z kolei przewożono do obu Ameryk i w zamian brano cukier, który potem sprzedawano w Europie. Taka trójkątna trasa handlowa przynosiła wielkie zyski zarówno kupcom, jak i portugalskiej Koronie. Korzyści odnosiło nawet duchowieństwo, które pobierało podatek za każdego Afrykanina ochrzczonego przed podróżą do Ameryki.

Handel „towarem”

Początkowo Portugalczycy czynili niewolnikami tylko tych, których spotkali na swojej drodze. Z biegiem czasu chwytanie niewolników stało się biznesem samym w sobie, a ludzi zaczęto traktować jak przedmiot handlu.

Więźniów schwytanych w głębi kraju przez zamieszkujące wybrzeże plemiona handlarze wymieniali na brandy, muszkiety, proch strzelniczy, tkaniny i żywność. Umieszczano ich najpierw w faitorias, czyli strzeżonych zagrodach dla ludzkiego stada, po czym wrzucano do zapchlonych luków statków przewożących niewolników.

Ponieważ koszty początkowe takiego „handlu” były bardzo niskie, handlarze upychali na statkach nawet po pięćset nieszczęsnych dusz, aby osiągnąć większy zysk. Z powodu okropnych warunków w czasie trwającej trzy miesiące podróży niemal 400 000 ludzi straciło życie, a ich ciała spoczęły w głębinach Atlantyku.

Rosnące zapotrzebowanie na produkty rolnicze z Brazylii i wysoka śmiertelność panująca wśród niewolników wywołały potrzebę sprowadzania coraz większej liczby Afrykanów. Do połowy XIX wieku przehandlowano cztery miliony ludzi!!!! W 1850 roku ustawa Queiroza oficjalnie zakazywała handlu niewolnikami.

Grupy ludności

Trzy główne grupy ludności afrykańskiej stanowiły niewolniczą populację w Brazylii:
- grupa saudańska, składająca się w większości z Dachomejczyków i ludu Joruba
- grupa gwinejsko-saudańska ludu Malesia
- i Hasa

Niemniej jednak historia odnotowuje znaczące rewolty przeciwko niewolnictwu (rzecz jasna poza nieustannymi ucieczkami na własną rękę). Po ucieczce z senzalas (kwatera niewolników na plantacji) zbiegowie zakładali niezależne wioski w głębi kraju, zwane quilombos. Istniało co najmniej 10 głównych quilombos z własną organizacją społeczno-ekonomiczną i stosunkami handlowymi z sąsiednimi miastami.

Quilombo dos Palmares

Quilombo dos Palmares powstało na górzystych terenach porośniętych gęstym lasem palmowym. Były to rejony trudno dostępne, ciemne, wilgotne i zamieszkane przez dzikie zwierzęta. Na tym właśnie terenie, rozciągającym się na przestrzeni trzystu pięćdziesięciu kilometrów z południa na północ, a obecnie leżącym na granicy prowincji Pernambuco i Alagoas, powstała sieć przynajmniej jedenastu osad zamieszkanych przede wszystkim przez zbiegłych niewolników, ale także wszelkich innych wyrzutków systemu kolonialnego.

Według najwcześniejszych przekazów, były to wsie otoczone drewnianymi palisadami. Ludność Quilombo żyła z rolnictwa. Uprawiano kukurydzę, maniok, fasolę, trzcinę cukrową, warzywa strączkowe i owoce. Wśród mieszkańców byli też rzemieślnicy, zajmujący się wyrobem narzędzi i broni. Prowadzono ożywioną wymianę handlową. Portugalczycy chętnie zaopatrywali Quilombo w uzbrojenie, z czego czerpali pokaźne zyski. Według niektórych źródeł w okresie największego rozkwitu rejon Palmares zamieszkiwało około 30 tysięcy osób.

Zumbi

Najbardziej znanym przywódcą Quilombo dos Palmares był król Zumbi. Był on znany ze swej odwagi, talentów przywódczych i umiejętności prowadzenia walk partyzanckich. Zumbi przekształcił Quilombo dos Palmares w świetnie zorganizowane państwo, w każdej chwili gotowe do konfrontacji z siłami przeciwnika.

W 1692 roku bandeirante Domingos Jorge Velho poniósł klęskę w walce z dowodzonymi przez Zumbiego oddziałami. Poprzysiągł zemstę. W dwa lata później, z pomocą księży zwołujących krucjatę przeciwko Palmares, zebrał 9-tysięczną armię i wyruszył po raz kolejny. Po dotarciu na miejsce żołnierze Velho zastali ufortyfikowaną niczym twierdza osadę Macaco. Przeprowadzane ataki nie dały rezultatów. Sprowadzone zostały posiłki i nowatorskie wówczas działa. Osada została podpalona i w konsekwencji zdobyta po ciężkich walkach. Zumbi wymknął się jednak i kontynuował walkę z siłami portugalskimi. W 1695 roku został ujęty jeden z jego najbliższych towarzyszy, który w zamian za darowanie życia ujawnił jego kryjówkę. 20 listopada 1695 roku Zumbi z Palmares został podstępnie zamordowany, jego głowa została odcięta i wywieszona na placu w Recife.

Kultura

Pomimo prześladowań, Afrykanom i ich potomkom udało się zbudować niezwykły kulturowy, społeczny i polityczny wszechświat, paralelny do narzuconego im systemu społecznego, a zatem zachować wiele elementów kultury afrykańskej, niektóre w formie tradycyjnej, inne zaś stopniowo przybierały nową postać.Być może Capoeira jest jest jednym z elementów tego procesu, a przynajmniej jego konsekwencją.